Najnowszy film
Krótka historia Jeepa Commandera, który był świetnym samochodem, ale trafił na trudne czasy

Jeep Commander

Produkowany tylko przez pięć lat Jeep Commander dopiero teraz zyskuje na popularności, choć nie ma go na naszym rynku niemal od dekady. Gdyby nie trafił na kryzys gospodarczy, być może miałby szansę na dłuższy żywot. Czego zresztą dowodem jest… druga generacja. Choć to określenie trochę na wyrost.

Aby zrozumieć dlaczego powstał ten nietypowy wóz, należałoby sięgnąć wstecz historii marki oraz całego rynku amerykańskiego, zwłaszcza SUV-ów. Jeszcze przed doskonale znanymi nam modelami Cherokee i Grand Cherokee Jeep oferował duży, przestronny, naprawdę rodzinny pojazd Wagoneer. W kabinie mieściło się sześć osób w dwóch rzędach siedzeń, a konkretnie na dwóch kanapach. Do tego był wielki bagażnik.

Jeep Wagoneer

Jeep Wagoneer

W latach 80. model ten zaczął się kurczyć, aż przybrał postać czegoś, co nazwano Wagoneer XJ, który był w rzeczywistości protoplastą dla późniejszego Cherokee XJ. Aby nie wypaść z gry, w której walczyło się na rynku amerykańskim również dużymi SUV-ami, w 1987 roku zaproponowano Grand Wagoneera. Jednak przyszedł czas, kiedy i Amerykanie zaczęli zmieniać gusta i decydowali się na mniejsze modele, czego odpowiedzią były wspomniane Cherokee i Grand Cherokee. W Stanach Zjednoczonych nie były to pełnowymiarowe SUV-y, ale raczej kompaktowe (Chrokee) oraz średnie (Grand Cherokee).

Oba auta święciły tryumfy nie tylko w Ameryce Północnej, ale także w Europie, w której właśnie z racji gabarytów odnalazły swoją niszę. Powstawały kolejne generacje, aż wreszcie przyszedł czas, kiedy Jeepowi zaczęło brakować samochodu nieco większego. Takiego, jakim w latach 60. i 70. był Wagoneer, takiego, który mógłby konkurować z bardziej rozrośniętym Fordem Explorerem, Dodgem Durango czy Chevroletem Tahoe. Na ich tle Grand Cherokee był po prostu mały, a że już był Grand, zdecydowano się na model o innej nazwie – Commander (XK). Jego produkcja wystartowała w 2005 roku.

Jeep Commander

Jeep Commander

Auto o 45 cm dłuższe od Grand Cherokee i tak nie było zbyt duże w realiach amerykańskich. Za to w Europie, gdzie nie oferowano jego amerykańskich konkurentów, był to model ogromny. Stylistycznie zupełnie niepodobny do Grand Cherokee, za to technicznie będący jego kopią. Auto oferowało coś, czego wcześniej nie miał żaden Jeep – trzy pełnowartościowe rzędy siedzeń mogące pomieścić siedem osób. To była jednocześnie odpowiedź na pierwsze objawy zainteresowania dużymi SUV-ami w Europie.

Auto miało kanciastą sylwetkę, która z jednej strony wyglądała dość topornie, z drugiej nad wyraz amerykańsko, a z trzeciej, jeśli można tak powiedzieć, miała wielką zaletę – nadwozie oferowało dużo miejsca w środku. Do napędu posłużyły duże silniki benzynowe produkcji amerykańskiej, ale także 3-litrowy diesel Mercedesa, bo wówczas Jeep należał do koncernu Daimler-Chrysler. Diesel był oferowany także za Oceanem.

jeep_commander_10

Ogólnie samochód świetny, dzielny terenowo, przyzwoicie jeżdżący po szosie, zapewniający komfort, przestronność, porządny uciąg, przyzwoite osiągi, a z dieslem także akceptowalne zużycie paliwa. Co więc poszło nie tak? Można by przypuszczać, że to stylistyka, dość odważna, nie podobała się klientom, ale prawda leży w kryzysie finansowym, którego szczyt przypadł na lata 2008-2009.

Duże koncerny zaczęły ciąć koszty, w 2007 roku rozpadł się koncern Daimler-Chrysler, który odsprzedał udziały marki Jeep Chryslerowi, a ten jak wiadomo, nie miał nigdy umiejętności zarządzania. Co zresztą potwierdzono w 2009 roku bankructwem koncernu, którego część udziałów przejął Fiat. Nie był to więc dobry czas na eksperymenty, takie jak Commander. W 2010 roku zakończono jego produkcję.

Chiński Jeep Grand Commander

Chiński Jeep Grand Commander

Jednak wbrew pozorom nie jest to koniec historii tego modelu. Można powiedzieć nawet, że powstał niczym Fenix z popiołów. Niestety nie w USA, nie w Europie, ale w Chinach. Chiński oddział Jeepa wraz z Fiatem w 2018 roku przygotował model o takiej nazwie – Commander i Grand Commander (K8) – ale wyłącznie na rynek lokalny. Co więcej, Jeep oficjalnie ogłosił, że nie jest to następca, czyli druga generacja Commandera, lecz oddzielny model o tej samej nazwie.

Auto stylistycznie bardzo podobne do najnowszego Grand Cherokee, choć nawet można by przypuszczać, że podobny do Grand Cherokee kolejnej generacji, na którego premierę czekamy. A co z resztą świata? Reszta wciąż czeka na wielokrotnie zapowiadanego, pełnowymiarowego SUV-a o nazwie Wagoneer, którego ogłosił oficjalnie nieżyjący już Sergio Marchionne. Choć w sieci pojawiają się już zdjęcia szpiegowskie, musimy wciąż czekać na moment, w którym historia zatoczy piękne koło.



Wróć