Na początku września zakończyła się kolejna podróż Arkadego Pawła Fiedlera, który po przejechaniu Nissanem LEAF pierwszej generacji przez Afrykę w 2018 roku postanowił sprawdzić jego nową odsłonę na najpiękniejszych europejskich trasach.

Podróżnik niedawno podzielił się z nami szczegółowymi informacjami podsumowującymi swoją eskapadę. Dane te wyraźnie pokazują, że w obecnych czasach samochody elektryczne nadają się nie tylko do jazdy miejskiej, ale świetnie sprawdzają się również na długich dystansach.

„W porównaniu do moich poprzednich podróży elektrycznym autem po Europie najbardziej zaskoczyła mnie na plus infrastruktura do ładowania. Ładowarek wzdłuż tras było dużo. Owszem, w Rumunii i Serbii trzeba było drogę zaplanować, w Czarnogórze ładowałem auto z jedynej szybkiej stacji w całym kraju, ale już dalej było świetnie. We Włoszech ładowarek było do wyboru do koloru, stojących od siebie czasem o zaledwie kilkanaście kilometrów, nie raz w zaskakujących miejscach, jak choćby pod muzeum Ferrari w Maranello czy tuż przed wjazdem na przełęcz Stelvio” – podsumowuje Arkady Paweł Fiedler.

Trasa i koszty

W czasie całej, trwającej 18 dni wyprawy podróżnik pokonał łączny dystans 6871 km przez 11 krajów. W tym czasie musiał wykonać 35 postojów na ładowanie, z których jedynie 5 okazało się kłopotliwych ze względu na awarię lub problemy w obsłudze ładowarki (2 razy w Serbii, 2 razy we Włoszech i raz w Niemczech). Dzięki wysokiemu zasięgowi oferowanemu przez Nissana LEAF w wersji z akumulatorem o pojemności 62 kWh, Fiedler tylko raz dojechał do stacji ładowania ze stanem baterii na poziomie poniżej 10%.

Oszczędność wynikającą z poruszania się pojazdem elektrycznym idealnie obrazują koszty, jakie poniósł podróżnik na rzecz opłat za ładowanie samochodu. Jak wynika z obliczeń Fiedlera, postoje przy ładowarkach kosztowały go dokładnie 1013,93 zł. Pokonanie tej samej trasy za kierownicą samochodu spalinowego kosztowałoby co najmniej 2500 zł, czyli ponad dwa razy więcej.

Wrażenia po podrozy

„Na autostradzie jadąc spokojnie (100 – 110 km/h) wyciągałem z akumulatora 300 km. Trasę z Poznania do Warszawy (311 km) pokonuję tym autem w 3 godziny i 30 minut bez postojów na ładowanie. Na bocznych drogach z ograniczeniami prędkości uzyskuję do 400 km, na autostradzie poruszając się szybciej – 250 km, jadąc w afrykańskim stylu (kto czytał moją książkę, wie co to znaczy) osiągnąłbym ponad 500 km” – komentuje Fiedler.

„Jesteśmy dumni, że Arkady po raz kolejny wybrał właśnie Nissana na towarzysza swojej inspirującej podróży. O ile wyprawę przez Afrykę elektrycznym LEAF-em pierwszej generacji – gdzie planowanie trasy musiało być bardzo ostrożne, a jazda o przysłowiowej „kropelce” była nader częstym zjawiskiem – można określić mianem ekstremalnej, o tyle europejska podróż była pod tym względem znacznie bardziej komfortowa, dzięki rozwiniętej infrastrukturze ładowania i znacznie większym możliwościom obecnego Nissana LEAF. Mamy nadzieję, że wyprawa Arkadego Pawła Fiedlera zainspiruje wiele osób do wyruszenia jego śladami oraz na dobre udowodni, że w obecnych czasach samochód elektryczny stanowi realną alternatywę dla pojazdów spalinowych. Arkademu życzymy sukcesów w kolejnych podróżach i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz zobaczymy go za kierownicą naszych samochodów” – mówi Dorota Pajączkowska, Communication Manager w Nissan Sales CEE.

Poprzedni wpis Następny wpis