płyn do spryskiwaczy i wycieraczki, tylna szyba Mitsubishi Eclipse Cross

Ktoś gdzieś w internetach napisał, że od 1 listopada musimy wozić w samochodzie płyn do spryskiwaczy, dodatkowo, w butelce. Jeśli nie będziemy mieli zapasu, to policjant może nas ukarać mandatem w wysokości do pięciuset złotych. I wybuchła burza, i pojawiły się wątpliwości, a nawet niewybredne komentarze oraz przytyki. Informacja ta jest tak samo prawdziwa, jak opinia o tym, że tani płyn do spryskiwaczy oraz te zrobione samodzielnie są tak samo dobre, jak dobre firmowe płyny. A skoro tak jest, to po co przepłacać. Z tym przepłacaniem to oczywiście przesada, bo przecież chodzi ledwie o kilkanaście złotych. Z pozoru temat jest banalny, ale dla spokoju ducha zdezorientowanych być może kierowców, piszemy, jak jest naprawdę. Nie otrzymamy mandatu, jeśli na pytanie policjanta” “Płyn do spryskiwaczy w zapasie, kierowca ma?”, odpowiemy: Nie.

Musimy widzieć, ale zapasu nie musimy wozić

Przepisy regulują gorącą sprawę jednoznacznie chłodno, studząc głowy rozgrzane mylącą publikacją zapisem artykułu 66 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Czytamy otóż: „Pojazd uczestniczący w ruchu ma być tak zbudowany, wyposażony i utrzymany, aby korzystanie z niego (punkt 1) nie zagrażało bezpieczeństwu osób nim jadących lub innych uczestników ruchu, nie naruszało porządku ruchu na drodze i nie narażało kogokolwiek na szkodę; (punkt 5) zapewniało dostateczne pole widzenia kierowcy oraz łatwe, wygodne i pewne posługiwanie się urządzeniami do kierowania, hamowania, sygnalizacji i oświetlenia drogi przy równoczesnym jej obserwowaniu”. W największym uproszczeniu: Szyby samochodu mają być utrzymane w takiej czystości, żebyśmy widzieli. Mimo szybkich ostatnio zmian prawa, akurat w tej materii nic się na szczęście nie zmieniło.

Policjant może jednak ocenić, że z uwagi na zabrudzenie przedniej szyby widoczność dla kierowcy jest ograniczona. Czy się z nim nie zgadzamy, czy też nie, uruchamiamy spryskiwanie i po problemie, chyba, że… Chyba, że w zbiorniczku spryskiwacza sucho. I na taką okoliczność powinniśmy mieć płyn do spryskiwaczy w zapasie. Oczywiście, że nie dla swojego świętego spokoju i ukontentowania funkcjonariusza policji, ale dla bezpieczeństwa. Przecież często, gdy wybieramy się w dalszą drogę (zwłaszcza jesienną i zimową porą) zapas płynu ze sobą wozimy.

Wielu osobom przypomni się tu zwyczaj z epoki przedledowej z wożeniem kompletu zapasowych żarówek. Jakieś światełko może w drodze wysiąść. My nie musimy wiedzieć, że nie mamy na przykład oświetlenia tylnej tablicy rejestracyjnej. Jednak gdy drogówka zatrzyma nas do kontroli, możemy szybko usterkę naprawić. Pomijamy tu przypadek różnych modeli, w których żeby wymienić żarówkę trzeba było zdemontować zderzak. W przeciwieństwie do żarówek, po które najprawdopodobniej nigdy nie musieliśmy sięgać, płyn do spryskiwaczy zawsze wykorzystamy.

Płyn do spryskiwaczy, ale właściwy

Oczywiście nie chodzi o to, że przed nadejściem przymrozków powinniśmy zmienić płyn do spryskiwaczy na zimowy. Warto zadbać o to, żeby był dobry. A jaki to jest ten dobry? – Nie tylko taki, co do którego mamy pewność, że nie zamarznie w temperaturze minus kilkunastu stopni. A niestety nawet tego nie gwarantują tanie płyny sprzedawane w dyskontowych promocjach – mówi Michał Koćwin, doradca techniczny Mitsubishi Japan Motors. – Na dobry płyn warto zdecydować się także dlatego, że poza skutecznym myciem, korzystnie wpływa także na pióra wycieraczek. Laboratoryjnie opracowana mieszanka nie tylko nie pozostawia smug, ale też odpowiednia dawka gliceryny konserwuje gumy wycieraczek, czym przedłuża ich żywotność. Gumy nie parcieją, a mieszanka jest przy tym bezpieczna dla plastików, lakieru, uszczelek i dysz spryskiwaczy – mówi Michał Koćwin.

Wobec takiego argumentu nawet miłośnicy samodzielnego przygotowywania preparatów, które miałyby służyć jako płyn do spryskiwaczy, nie powinni pozostać obojętni. Oczywiście, że można mieszać jakiś „niespożywalny” alkohol z wodą, octem i swoim ulubionym zapachowo płynem do naczyń, ale po co? Szkoda czasu, pieniędzy, piór wycieraczek, spryskiwaczy i zdrowia.

Zmieniamy, ale bez najmniejszego wysiłku

Napisaliśmy wcześniej „powinniśmy zmienić płyn do spryskiwaczy na zimowy”. Oczywiście zazwyczaj zmieniamy… bez zmiany. Po prostu kiedy na jesieni skończy nam się płyn letni, wlewamy zimowy. Nawet jeśli nie skończył się „do końca”, to nie musimy go wypryskiwać, możemy dolać zimowego. Zmieszają się. Jeśli płynu letniego mamy w zbiorniczku więcej, możemy wlać do niego koncentratu. Też się wymieszają. Lepiej jednak zrobić to zawczasu, nie dając szans na zamarzniecie letniego płynu w wężykach i dyszach. – Wcześniejsze przejście na płyn zimowy uwolni nas od teoretycznych rozważań na temat innych rozwiązań. Można wyciągnąć wężyki z rozpylaczy i przy niższym ciśnieniu szybciej pozbyć się płynu albo nawet wyciągnąć zbiorniczek z płynem. Ale po co nam taka zabawa – pyta retorycznie doradca z serwisu Mitsubishi.

Zapas płynu do spryskiwacza też nam nie po to, by okazywać go do kontroli, ale na wszelki wypadek, dla naszego bezpieczeństwa.

Zapraszamy też do przypomnienia sobie innych przedzimowych prawd oczywistych (ale może jednak zapominanych), które zawarliśmy pod tym linkiem.

Radek Pszczółka

wycieraczka, tylna szyba Mitsubishi Eclipse Crossitsubishi
Poprzedni wpis Następny wpis