Duże kombi czy rodzinny van? To nie jedyna opcja dla osoby, która oczekuje możliwości przewozowych w osobowym samochodzie. Alternatywę stworzył Ford w 2006 roku prezentując model S-Max. Obecnie takie auto można kupić już za 20 tys. zł. Pozostaje pytanie: czy warto?

Ani to kombi, ani van

Ford zrobił niezłe wrażenie swoim nowym modelem, który w 2006 roku uzupełnił gamę dużych samochodów osobowych. S-Max nie jest ani pełnoprawnym vanem, ani też przerośniętym kombi. Obecnie panuje opinia, że jest to tzw. sportowy van i to bardzo dobre określenie, które idealnie pasuje do S-Maxa. Auto zbudowano na płycie podłogowej Forda Mondeo, który nie od dziś słynie ze znakomitych właściwości jezdnych, natomiast nadwozie jest zbliżone do vana. W kabinie siedzi się stosunkowo nisko, ale i tak wysoko nad nawierzchnią. S-Max jest dostępny w wersji 7-osobowej, choć dwa dodatkowe foteliki stanowią raczej opcję awaryjną. Co innego drugi rząd siedzeń, w którym zmieszczono trzy niezależne fotele obok siebie, w pełni regulowane. Na każdym z nich można zamontować fotelik dla dziecka, co daje duże możliwości przewozowe rodzinie z trójką dzieci. Co więcej, za tymi fotelami mieści się jeszcze ogromny, 855-litrowy bagażnik – większy niż w Mondeo kombi, choć S-Max jest krótszym samochodem.

Sportowy?

O tym, że S-Max ma sportowy charakter świadczy nie tylko nazwa z literą S, ale także świetnie zestrojony, precyzyjny układ jezdny. Silniki to co prawda jednostki zarówno słabsze jak i mocniejsze, ale klienci wybierali głównie dość dynamiczne diesle 2.0 TDCI o mocy 140 lub 163 KM. Oferowano też mocniejsze i nieco większe 2,2-litrowe odpowiedniki o mocy 175 KM lub 200 KM. Nico rzadziej na rynku znajdziemy mocne silniki benzynowe. Początkowo była to wolnossąca jednostka 2,3 litra o mocy 161 KM lub doładowany 2,5 litra generujący 220 KM. Po liftingu weszła nowa rodzina silników benzynowych EcoBoost 2.0 o mocy 203 lub 240 KM. Dość popularnym benzyniakiem jest również jednostka 2.0 Duratec bez doładowania, oferowana zarówno przed jak i po liftingu. Silnik osiąga 145 KM.

Który silnik będzie odpowiedni?

Często trudno dokonywać wyboru, ponieważ rynek opanowany przed 2-litrowe diesle nie pozostawia dużego. Rozsądną alternatywą dla mocnego, oszczędnego i trwałego motoru wysokoprężnego jest wspomniany 2.0 Duratec. Benzynowy silnik nie zapewnia co prawda rewelacyjnych osiągów, ale jest niebywale tani w eksploatacji dzięki prostej i dopracowanej konstrukcji. Praktycznie się nie psuje. Tuż po zakupie wystarczy skontrolować w serwisie łańcuch rozrządu, wymienić filtry i płyny i nie ma obaw by cokolwiek złego się działo. Awarie tego silnika sprowadzają się do takich drobiazgów jak uszkodzenia cewek zapłonowych.

Nieco drożej może być w przypadku diesla. Tu w starszych egzemplarzach pojawiają się wycieki oleju, szwankują koła dwumasowe i turbosprężarki. Dość drogi jest także układ wtryskowy. Usterki przepływomierzy czy zaworów EGR nie powinny dziwić po przebiegach rzędu 250-300 tys. km. Różnie bywa także z filtrem cząstek stałych, który nie przepada za jazdą miejską.

Zobacz nasz test nowego Forda S-Maxa 2.0 TDCI

Choć diesel jest tani w eksploatacji ze względu na stosunkowo niskie zużycie paliwa – około 7-9 l/100 km – to może być drogi w naprawach. To trwały i niezawodny motor więc nie ma obaw – z pewnością nie jest to żaden bubel – jednak należy wziąć po uwagę fakt, że użytkownicy S-Maxów są zadowoleni ze swoich samochodów i nierzadko sprzedają je gdy zaczynają się wydatki. Zupełnym przeciwieństwem jest Duratec. To silnik, który nie wymaga wiele poza paliwem. O ile w trasie spokojnie można zejść ze spalaniem poniżej 10 l/100 km, to w eksploatacji miejskiej trzeba się liczyć z wartościami nawet 12 l/100 km. Nie zapewnia też dynamiki choćby porównywalnej z dieslami.

Teoretycznie kompromisem jest 2-litrowy EcoBoost, który generuje solidną moc i moment obrotowy zapewniając bardzo dobre osiągi, natomiast zużycie paliwa nie jest wyższe niż w przypadku Durateca. Oczywiście pod warunkiem, że jeździ się z rozsądkiem. Rozsądnie wygląda również eksploatacja tych motorów, które w zasadzie nie sprawiają na chwilę obecną żadnych problemów. Jednak potencjalne koszty napraw mogą być porównywalne z dieslem. Zastosowano tu już bezpośredni wtrysk paliwa, turbodoładowanie czy chociażby koło dwumasowe.

Solidny

Dość trwała jest reszta mechanizmów samochodu, takich jak zawieszenie, przeniesienie napędu czy układ hamulcowy. Zaleca się jednak coroczną kontrolę geometrii zawieszenia, które z czasem może się rozregulować. To z kolei prowadzi do nieprawidłowego zużycia opon. W samochodach wyposażonych w adaptacyjne zawieszenie koszt wymiany amortyzatorów będzie wysoki, ale odznaczają się one wysoką trwałością.

Niestety nie najlepiej wypada S-Max pod względem jakości. Co prawda korozja nie jest problemem tego modelu, ale łuszczenie się lakieru to nie rzadkość. W niektórych egzemplarzach były wadliwe szyby czołowe, a w wielu autach, z których korzystały całe rodziny nie dziwią porysowane elementy wnętrza. Szwankują również światła ksenonowe, które były oferowane za dopłatą.

Ile kosztuje używany Ford S-Max?

Obecnie za tańszego S-Maxa z początku produkcji trzeba zapłacić około 20–25 tys. zł. Ładniejsze egzemplarze z roczników 2007–2010 kosztują około 30 tys. zł. Dużo droższe są samochody po liftingu, który miał miejsce w 2010 roku.  Tu już trzeba przygotować 40–50 tys. zł za nieźle utrzymane auto. Tylko po liftingu znajdziecie motor serii EcoBoost. Rozsądnym i bezpiecznym wyborem jest też benzynowy Duratec.

Poprzedni wpis Następny wpis