fot. Maciej Gis

Czy w najbliższych latach pożegnamy się z bulgoczącymi, paliwożernymi V8, a zastąpią je małe auta ładowane z gniazdka? Czy kultowe potężne silniki, wydzielające mnóstwo dwutlenku węgla ustąpią miejsca zielonym braciom? W tej kwestii zdania są podzielone. Pasjonaci nadal będą trzy razy w tygodniu odwiedzać stację benzynową, a oktany wciąż będą płynąć w ich krwi. Jednak fakty mówią same za siebie: aut jest coraz więcej. Zaostrzenie przepisów dotyczących emisji substancji szkodliwych oraz kończące się złoża ropy naftowej spowodowały, że firmy motoryzacyjne zaczęły szukać nowych rozwiązań.

fot. Maciej Gis

Pierwszy samochód z silnikiem elektrycznym powstał w 1839 roku, a skonstruował go szkocki wynalazca Robert Anderson. Ponad 30 lat później, w 1870 roku, David Salomon opracował lekkie auto elektryczne. Pojawił się jednak problem związany z dużą masą akumulatorów. Wpływało to na rozwijane prędkości i zmniejszało zasięg.

Z biegiem lat i rozwojem techniki motoryzacyjnej temat samochodów elektrycznych wrócił na pierwszy plan i stał się modny. Do tej pory na świat przyszło kilka aut elektrycznych, jak na przykład i-MIEV Mitsubishi, i-On Peugeota, C-Zero Citroëna oraz Twizzy, Fluence Z.E. i Kangoo Z.E. marki Renault. Kolejny koncern z Kraju Kwitnącej Wiśni postanowił dołączyć do elitarnego grona zielonych. Mowa o Nissanie, który do swojej oferty wprowadził model Leaf.

Stylistyka tego auta jest nowoczesna. Z przodu rzucają się w oczy wyłupiaste reflektory oraz klapka z logo firmy, pod którą umieszczone zostały złącza do ładowania pojazdu. Z boku samochodu na próżno szukać ostrych przetłoczeń czy listew ozdobnych. Z tyłu uwagę przyciągają podłużne światła tylne oraz wklęsła klapa bagażnika, która nie wszystkim może przypaść do gustu. Jedyną możliwością rozpoznania, że Leaf jest samochodem elektrycznym, są emblematy umieszczone na tylnej klapie oraz w dolnych częściach drzwi przednich.

Wnętrze Nissana

Jak przystało na samochód XXI wieku z zasilaniem alternatywnym, nie mogło zabraknąć w nim nowoczesnego wyposażenia. Kierowca ma do dyspozycji ciekłokrystaliczny, dotykowy wyświetlacz obsługujący nawigację, radio, klimatyzację, podgrzewane siedzenia przednie oraz podgrzewaną kierownicę. Pewną nowością jest możliwość podgrzewania tylnej kanapy. Grzanie nie jest jednak rozdzielone na prawą i lewą stronę. Można włączyć ogrzewanie całościowe albo wcale.

fot. Maciej Gis

Tablica rozdzielcza składa się z dwóch części. Pierwsza z nich umieszczona jest tradycyjnie. Pojawiają się na niej takie informacje, jak temperatura baterii, stan naładowania, dane z komputera pokładowego, wykorzystywanie mocy w zależności od stylu jazdy. Drugi wyświetlacz informuje o aktualnej prędkości jazdy, godzinie i temperaturze zewnętrznej.

W przednim rzędzie siedzeń przestrzeni jest na tyle dużo, aby kierowca i pasażer znaleźli dogodną pozycję. Z tyłu również nie jest najgorzej. Dwie dorosłe osoby bez większych problemów będą mogły wygodnie podróżować.

Bagażnik

Baterie w bagażniku? Nic bardziej mylnego. W odróżnieniu od niektórych elektrycznych samochodów konkurencji w Nissanie baterie zostały umieszczone w płycie podłogowej. Dzięki temu bagażnik ma aż 370 l objętości. Dodatkowo można złożyć oparcia tylnej kanapy (60:40) i wówczas do dyspozycji jest aż 720 l.

fot. Maciej Gis

Jednostka napędowa

Brak jakichkolwiek objawów, że poruszamy się po drodze, nie oznacza, że startując spod świateł, będziemy zostawali na szarym końcu stawki. Wręcz przeciwnie. Do napędu Leafa służy synchroniczny silnik elektryczny wyposażony w magnesy stałe. Maksymalna prędkość obrotowa wynosi 10500 obr./min. Moc maksymalna to 109 KM w zakresie od 3000 do 10500 obr./min, a rozwijany moment obrotowy 254 Nm.

Samochody elektryczne charakteryzują się praktycznie stałym przebiegiem momentu obrotowego. Wpływa to znacząco na przyspieszenie (niezależnie od prędkości) oraz odczucia z jazdy. Mimo stałego przyspieszania w pełnym zakresie prędkości obrotowej osiągi samochodu nie są powalające. Pierwszą setkę osiąga po upływie 11,5 s, a rozpędzi się maksymalnie do 144 km/h.

Układ kierowniczy ma ustawienie typowo miejskie. Pracuje lekko i dość precyzyjnie. Komfort podróżowania jest na naprawdę wysokim poziomie. Nie odczuwa się zbytnio nierówności drogi. Nie doznamy również niedogodności związanych z nadmiernym hałasem we wnętrzu. Z punktu widzenia komfortu pasażera Leaf sprawdza się znakomicie.

fot. Maciej Gis

Akumulatory

Jak sama nazwa wskazuje, do napędu silnika elektrycznego potrzebna jest energia. Musi ona jednak zostać gdzieś zgromadzona. W Leafie akumulatory litowo-jonowe, składające się z 192 ogniw (42 moduły) o napięciu 380 V i ważące ok. 250 kg, znajdują się w centralnej części podwozia. Ich ładowanie może odbywać się na trzy sposoby.

Pierwszym z nich jest tradycyjne ładowanie za pośrednictwem sieci domowej, czyli po prostu z gniazdka. Niestety, pełen cykl ładujący trwa do 12 godz. Szybszym rozwiązaniem jest wykorzystanie domowego zestawu naściennego (jeżeli sieć domowa jest do tego przygotowana), który dostarcza prąd o natężeniu 16 bądź 32 A. W tym przypadku pełne naładowanie akumulatorów zajmuje odpowiednio 8 lub 4 godz. Najszybszym sposobem naładowania zielonego bolidu jest wykorzystanie szybkiej ładowarki CHAdeMO. Wystarczy 30 min, aby akumulatory były doładowane w 80%. Aby mieć 100% baterii, trzeba odczekać 45 min.

Nie spodziewajmy się jednak cudów w kwestii zasięgu. W warunkach miejskich przejedziemy ok. 160 km. Dla komfortu kierowcy Nissan zastosował oprogramowanie pokazujące, czy wybrana trasa jest realna do przejechania przy obecnym naładowaniu akumulatorów.

fot. Maciej Gis

Bezpieczeństwo

W Leafie nie mogło zabraknąć systemów bezpieczeństwa takich jak ABS, ESP czy 6 poduszek powietrznych. Potwierdzeniem zaawansowania technicznego pod względem bezpieczeństwa jest uzyskanie 5 gwiazdek w testach zderzeniowych Euro NCAP.

Nissan pomyślał również o pieszych. Ponieważ Leaf nie wydaje praktycznie żadnych dźwięków, zainstalowano w nim system ostrzeżeń dźwiękowych. Są one emitowane przy prędkości do 35 km/h, a powyżej tej prędkości wyłączają się automatycznie. Ponowne uruchomienie systemu następuje po zmniejszeniu prędkości do 25 km/h.

Zakup Nissana Leafa z pewnością rozważą osoby korzystające z samochodu przede wszystkim w mieście. Za nieco ponad 126 tys. zł dostajemy w pełni wyposażone auto, spełniające restrykcyjne normy ekologiczne i wymagania większości kierowców. Kolejną jego zaletą jest cena pełnego naładowania akumulatorów, nieprzekraczająca obecnie 12 zł.

Czy jednak samochody elektryczne znacząco zmniejszą emisję spalin? Problem w tym, że nie. Do produkcji energii elektrycznej w Polsce zużywane są olbrzymie nakłady węgla. Ilość szkodliwych substancji powstających w procesie jego spalania jest na tyle wysoka, że zalety samochodu elektrycznego przestają być tak oczywiste. Mimo zerowej emisji dwutlenku węgla podczas eksploatacji pojazdu nie będzie ona zerowa, jeśli wziąć pod uwagę cykl jego istnienia. Aby samochody elektryczne naprawdę miały sens, musi zmienić się nie tylko przemysł motoryzacyjny, ale w niektórych krajach również energetyczny.

fot. Maciej Gis
Poprzedni wpis Następny wpis