Jeździłem odświeżonym Oplem Insignia, który ma teraz silniki zgodne z najnowszą normą. Ale tak serio , auto niewiele się zmieniło. Pozostaje tak samo dobrym, praktycznym samochodem jak wtedy, kiedy go dla was testowałem kilka lat temu. Tylko zmieniło się trochę otoczenie.

Współczesne, nowoczesne samochody są coraz mocniej skomputeryzowane, a ich obsługa coraz trudniejsza. Dotykowe panele wszechobecne, multimedia rozbudowane do granic absurdu, a układy jezdne zestrojone zbyt sportowo. Tym wszystkim trendom stanowcze nie mówi Opel z najnowszym wcieleniem Insignii.

Wsiadasz do samochodu i od razu wiesz o co chodzi. Są klasyczne pokrętła i przyciski, a ekran multimediów nie sterczy na desce rozdzielczej, lecz jest ładnie wkomponowany w kokpit. Co ważne, najnowsza odmiana systemu jest niezwykle intuicyjna w obsłudze i pracuje wzorowo. Przed kierowcą jest bogaty, półanalogowy zestaw wskaźników – czytelny i przejrzysty. Nad tym jest jeszcze head-up display – jeden z najczytelniejszych i najlepszych na rynku.

Na kierownicy znalazło się miejsce dla klasycznych przycisków, a całość pozostaje w starym dobrym stylu, czyli dokładnie takim, za jakim za kilka lat będziemy tęsknić. Intuicyjna obsługa jest jedną z największych zalet Insignii. Drugą jest pozycja za kierownicą. Nie tylko świetna, ale też bardzo elastyczna. Fotel kierowcy można odsunąć tak mocno, że ledwo dotykałem pedałów stopami w najbardziej cofniętym ustawieniu. Warto przypomnieć, że fotele są w wersji AGR, czyli przystosowanej do zdrowia kręgosłupa, a nie do marzeń stylistów. Kierownicę też można mocno wyciągnąć. Czy preferujesz pozycję sportową czy wręcz przeciwnie, półleżącą, odnajdziesz się tu znakomicie. Pasażerowie z tyłu również. Mają mnóstwo przestrzeni i wygodną kanapę.

Jazda dokładnie taka, jakiej trzeba w segmencie D

Przy strojeniu współczesnych zawieszeń można odnieść wrażenie, że zbyt wiele poświęca się na rzecz bezpieczeństwa. Cóż z tego, że auto prowadzi się rewelacyjnie, skoro kierowca jest zmęczony. Opel Insignia jest ukierunkowana zdecydowanie na komfort, ale prowadzi się bardzo pewnie. Można korzystać z trzech ustawień – komfortowe, normalne i sportowe. Różnice są spore, a komfortowe nie buja nadmiernie, lecz neutralizuje bujanie jednocześnie utrzymując miękkie tłumienie. W trybie sportowym można pojechać bardzo dynamicznie.

Szczególnie, kiedy na pokładzie jest napęd 4×4. Ten ma dość specyficzną cechę. Świetnie sprawdza się w każdych warunkach, ale tylko z włączonym systemem ESC. Kiedy go wyłączysz, tracisz wszystkie walory. Auto jest klasycznie podsterowne i można nie odczuć w ogóle obecności napędu tylnej osi, jedynie przy ruszaniu dostaniesz świetną trakcję. Natomiast jeśli wejdziesz zbyt szybko w zakręt, to lepiej miej ESC aktywne. Wówczas elektronika wspomoże napęd, doskonale zacieśni tor jazdy, właściwie zrobi dokładnie to, czego od napędu 4×4 się oczekuje w aucie osobowym. A silnik?

Jeździłem z 2-litrowym dieslem o mocy 174 KM i momencie obrotowym 380 Nm. Połączony z fantastycznym, 8-stopniowym automatem bardzo dobrze przyspiesza, choć nie korzysta z wysokich obrotów. Ma typową charakterystykę wolnoobrotową, a przy 3500 obr./min nie czuje się już komfortowo. Dzięki mocnemu dołowi zadowala się niedużą ilością paliwa. W normalnym ruchu drogowym można utrzymać spalanie na poziomie ok. 5 l/100 km. Automat czasami włącza za wysokie przełożenie, przez co silnik wibruje na ok. 1000 obr./min, ale zdarza się to rzadko. W pełni satysfakcjonujące jest zużycie paliwa na autostradzie wynoszące ok. 7 l/100 km. Przy prędkości 140 km/h jednostka pracuje przy 2100 obr./min.

Automatyczna skrzynia biegów pracuje bardzo miękko, komfortowo i szybko. Nie trzeba na nią czekać, nie zastanawia się co ma zrobić, kiedy kierowca wciśnie gaz. Skądś to znacie? Z pewnością. W Insignii tego nie ma. No dobrze, może klasyczny drążek to już lekko przestarzałe rozwiązanie, ale nie znam niczego bardziej intuicyjnego i szybszego, kiedy jest mało czasu na zmianę kierunku jazdy. Cieszy mnie fakt, że lifting Insigii nie zmienił kierunku, w jakim jechała przez ostatnie lata. Może nie jest najładniejszym, najszybszy, najoszczędniejszym, najlepiej jeżdżącym samochodem klasy średniej. Właściwie to pod żadnym względem nie jest naj, lecz w każdym obszarze jest przynajmniej dobra, co daje wyśmienitą średnią. I koniec końców można zachwycać się konkurentami, ale jeśli miałbym jeździć autem służbowym tej klasy, mógłbym je sobie wybrać, to Insignia byłaby w ścisłej czołówce moich decyzji.

Poprzedni wpis Następny wpis