Hyundai Tucson to prawdziwy hit rynkowy dzięki atrakcyjnej cenie i niewielu obszarom, które można by uznać za słabe. Jego dużą zaletą jest dość proste, konserwatywne wnętrze, które daje dużo miejsca. Czy nowy Tucson skierowany do młodszych użytkowników może powtórzyć ten sukces?

Samochód wygląda zupełnie inaczej niż poprzednik. Ta różnica stylistyczna jest tak duża, że można by uznać nowego Tucsona za inny model. Natomiast obiektywnie nadwozie bardzo się nie zmieniło. Jest o 20 mm dłuższe, szersze o 15 mm, o 5 mm niższe, a rozstaw osi wydłużono raptem o 10 mm. Jeszcze większe zmiany zaszły wewnątrz. Przyznam, że początkowo miałem obawy o obsługę, ale po jednym tylko dniu wszystko okazało się łatwe. Dlatego uważam, że nawet najbardziej konserwatywni klienci po prostu się przyzwyczają do tego, co oferuje nowy Tucson.

Jest kilka rzeczy, które zrobiłbym inaczej, np. zmieniłbym niebieskie ikony na ekranie multimediów oraz pola dotykowe pod nim na białe. Byłyby mniej irytujące nocą. Co prawda natężenie oświetlenia, a nawet tonację koloru można zmienić na mniej niebieską, ale jedynym naprawdę skutecznym rozwiązaniem jest wyłączenie ekranu lub uruchomienie jednej z aplikacji ze smartfona, którym można łączyć się nawet bezprzewodowo.

Kolejna rzecz, której nie dopuściłbym w tym modelu, to modne plastiki lakierowane na czarno. Taki materiał to nic innego jak zbieracz kurzu, tłuszczu, włosów i odcisków palców. Pojawił się nie tylko na centralnej części kokpitu, ale także na przełącznikach wycieraczek i kierunkowskazów oraz kierownicy. Na kierownicy bardziej jednak irytują metalowe, bardzo zimne wstawki. Choćby kierownica była podgrzana maksymalnie, to i tak nie da się ich dotykać nim minie kilkanaście minut od rozpoczęcia jazdy. Mowa oczywiście o warunkach zimowych. Są nieprzyjemne w dotyku, co zniechęca do trzymania kierownicy prawidłowo.

Kamery bajery

Ostatnia rzecz – moim zdaniem do poprawki – to wkomponowanie ekranu wskaźników w deskę rozdzielczą. Właściwie to nie jest on wkomponowany, lecz przyklejony jakby w jedynym miejscu, w którym się zmieścił. Estetyki nie ma to za grosz, ale po włączeniu zapłonu robi się ładnie. Trzy z czterech kompozycji wskaźników wyglądają naturalnie, nie męczą i nie sprawiają wrażenia, jakby pracowały nad nimi przedszkolaki. Jedną stylistykę zegarów zostawiono “intelektualnym dzieciom”, ale nie trzeba ich włączać.

Komputer pokładowy pomiędzy wyświetlanymi wskaźnikami jest bogaty w funkcje i łatwy w obsłudze jak poprzednik. Ponadto prędkościomierz i obrotomierz zamieniają się w obraz z kamer umieszczonych pod lusterkami, co jest genialnym rozwiązaniem. Kiedy włączysz kierunkowskaz, to jedna z kamer wyświetla obraz za pojazdem, pokazując przy tym jego bok i tylne koło. To część asystenta martwych pól, która bardzo ułatwia takie manewry jak zmianę pasa, włączanie się do ruchu, wyprzedzanie czy pokonywanie ciasnych skrzyżowań.

Jest jeszcze jedno fajne rozwiązanie, które przydaje się spóźnialskim i zapominalskim. Na skrzyżowaniu, stojąc w ciągu pojazdów można przegapić fakt, że auto przed nami rusza. I tu pomocny jest “przypominacz” w Tucsonie, który komunikatem na kokpicie i delikatnym dźwiękiem zwraca twoją uwagę, że już możesz jechać.

Bardzo dobry jest też rozbudowany system kamer pomagających przy parkowaniu i manewrowaniu. Można podejrzeć boki pojazdu, zajrzeć co jest z przodu i zmienić kąt/proporcje “widzenia” w tył. Auto jest też pokazywane z rzutu z góry.

Obsługa i przestrzeń

Nie mam najmniejszych zastrzeżeń do dotykowej obsługi poza samym faktem, że jest dotykowa, co zmusza do odrywania wzroku od drogi, nawet przy poszukiwaniu najbardziej oczywistych instrumentów. Natomiast pola dotykowe działają bezbłędnie, są logicznie poukładane i odpowiednio duże. Nie brakuje też kieszeni, schowków czy gniazd USB, których łącznie przygotowano 4. Jest też bezprzewodowa ładowarka z przodu.

Przestrzeni nie zabraknie ani osobom z przodu, ani z tyłu. Z tyłu jest wygodna kanapa z regulacją pochylenia oparcia i pojawiła się trzecia strefa klimatyzacji. Można jedynie ustawić temperaturę, ale lepsze to niż nic. Są też siatki zasłaniające tylne okna.

Bagażnik Tucsona ma według danych producenta 620 litrów pojemności. To o ponad 100 l więcej niż w poprzedniku i o przynajmniej 100 za dużo, bym w to uwierzył. Na moje oko to może 450-460 l, w porywach do 500 l. No chyba, ze bierzemy pod uwagę głęboką wnękę na pełnowymiarowe koło zapasowe, to jestem w stanie uwierzyć w jakieś 550. Tylko przez to koło tracimy podwójną podłogę ze skrytką pod spodem. Haczyki na siatki z zakupami są, ale umieszczono je w taki sposób, że trudno z nich korzystać przy większych siatkach.

Hyundai Tucson jeździ na nowo

Choć konstrukcja samochodu nie zmieniła się istotnie, to czuć że jest nowa. Płyta podłogowa i nadwozie zostały usztywnione, dzięki czemu zawieszenie stało się bardziej sprężyste, a auto bardziej zwarte. Jest chętne do szybkich zmian kierunku i zachęca do dynamicznej jazdy. Przy tym nie traci względem poprzednika na komforcie, a zyskuje na lekkości.

Bazowy silnik to teraz benzyniak 1.6 T-GDI o mocy 150 KM. Dzięki doładowaniu uzyskuje 250 Nm już przy 1500 obr./min i od tego poziomu przyspiesza sprawnie, bez zawahania, a od 2000 obr. dynamicznie. Dzięki niskoobrotowej charakterystyce i ręcznej precyzyjnej skrzyni biegów o odpowiednio dobranych przełożeniach można efektywnie jeździć korzystając z zakresu prędkości obrotowych 1500-2000. Co oczywiście przełoży się na niskie spalanie.

Zwłaszcza przy niższych prędkościach. Na odcinku próbnym drogi krajowej testowy Tucson zużył tylko 5,2 l/100 km, a w mieście wystarczyło mu 8,5 l/100 km. Do tego dynamika silnika jest naprawdę dobra i o rezygnacji z wyprzedzania przez niski zapas mocy nie ma mowy. Co ważne, motor wkręca się na wysokie obroty równie chętnie jak korzysta z niskich, nie tracąc przy tym werwy.

Niestety krótkie przełożenie 6 biegu skutkuje obrotami blisko 3000 przy prędkości 140 km/h, a tym samym stosunkowo dużym spalaniem w takich warunkach – 12 l/100 km. Nie jest to pożeracz autostrad, również przez brak adaptacyjnego tempomatu. Jeśli korzystacie często z takich dróg, a także dużo jeździcie po mieście, to warto rozważyć odmianę z automatyczną skrzynią biegów i systemem 48V, ale to wymaga dopłaty minimum 14 tys. zł. W zamian w topowej wersji otrzymujecie adaptacyjny tempomat.

Czym ostatecznie jest nowa generacja Tucsona?

W mojej opinii autem nie tylko nowszym, ale i wyraźnie nowocześniejszym. Przełom nastąpił w obsłudze, ale też właściwościach jezdnych i wyposażeniu. To z dziedziny bezpieczeństwa jest warte dodatkowych pieniędzy. Natomiast standardowy napęd Tucsona jest tak dobry, że zaczynając od kwoty wersji bazowej – 99 900 zł – a chcąc wydać więcej, prędzej poruszał bym się w prawą stronę cennika (wersja wyposażenia), aniżeli w dół (wersje silnikowe).

Poprzedni wpis Następny wpis