Najnowsze wcielenie Mitsubishi Outlander zostało zaprezentowane w USA i na tamtejszy rynek. W Europie niestety go nie zobaczymy, a na pewno nie w najbliższym czasie. Bardzo nad tym ubolewam, bo jest świetny.

Zgodnie z deklaracją Mitsubishi, żaden nowy model nie zostanie wprowadzony na rynek Europejski. Co prawda Outlander nowym modelem dla nas nie jest, ale jest nową generacją, a to oznacza… nowy model. Gwoli ścisłości – Outlander III i Outlander IV to różne auta, nie lifting czy nowa wersja. Bo niektórzy mogą podnieść głos i krzyknąć: a co z Eclipsem Cross PHEV? No właśnie to jest lifting i nowa wersja, ale nie model.

Wracając do Outlandera, to naprawdę lubię generacją dostępną w polskich salonach. Niektórzy twierdzą, że jest nudny, inni, że przestarzały, a jeszcze inni po prostu patrzą na to z drugiej strony – konkurencja oferuje nowocześniejsze auta. I trudno się z tym nie zgodzić, choćby patrząc na Opla Grandlanda, Nissana X-Traila czy też Seata Tarraco. Tylko, że Outlander nie ma porywać, lecz jeździć, spełniać najważniejsze funkcje, ułatwić, a nie skomplikować życie.

Dlatego jest prostym, ale jakże skutecznym samochodem. Kiedy wsiadam do Outlandera nie czuję zachwytu, tak samo jak biorąc szklankę wody, ale po jej wypiciu czuję zaspokojone pragnienie. Do Outlandera wsiadam, wiem co jest gdzie i jak to włączyć lub wyłączyć. Jeździ piekielnie bezpiecznie, komfortowo, a po wyłączeniu silnika nie zastanawiam się jakiej aplikacji użyć by coś sprawdzić.

Wracając po raz drugi – nowy Outlander jest trochę jak stary, ale ciekawszy. Mocna, masywna stylistyka to jedno. Dwa to nowoczesne wnętrze, ale z analogową obsługą pokrętłami i przyciskami. Trzy to 7-miejscowe wnętrze, które owszem, było w poprzedniku, ale nadwozie urosło wszerz o 5 cm, wzwyż o 3 cm i na długość o 2,5 cm, co daje dodatkową przestrzeń. Cztery – jest się czym zachwycać. Na przykład ekranami, takimi jak 12,3-calowy wyświetlacz wskaźników i 9-calowy wyświetlacz multimediów. Jest też nagłośnienie marki BOSE – wreszcie! To efekt współpracy z Nissanem. I to nie tylko jeden.

Cała struktura samochodu pochodzi z Nissana, a konkretnie modelu Rouge, który u nas znamy jako X-Trail. Jednak pod maską pracuje klasyk Mitsubishi, czyli 2,5-litrowy benzyniak generujący 184 KM mocy i 245 Nm maksymalnego momentu obrotowego, sparowany z automatyczną przekładnią CVT i inteligentnym napędem na 4 koła, z trybami jazdy do wyboru. Tryby te wybiera się pokrętłem na tunelu środkowym. Jedną z rzeczy, która zdradza pochodzenie techniki jest przycisk na kierownicy z ikoną do złudzenia przypominającą system Pro-Pilot. W Mitsubishi ma nazwę MI-Pilot. Tak czy inaczej jest to póładaptacyjny asystent jazdy.

 

Poprzedni wpis Następny wpis