Najnowszy film
Samochody segmentu B są coraz droższe, ale to zrozumiałe. Wyjaśniam dlaczego nie ma się czym przejmować

DSC0484

Samochody segmentu B, czyli tzw. miejskie z roku na rok drożeją. Dziś, kiedy spojrzymy w cenniki, niektóre modele startują od kwoty 50 tys. zł, za którą jeszcze kilka lat temu można było kupić samochód kompaktowy w promocji. Oto 3 powody tego stanu rzeczy. Wyjaśniam również, dlaczego nie ma się czym przejmować.

Ile dziś kosztuje auto segmentu B?

Jeszcze kilka lat temu można było kupić samochód segmentu B za ok. 40 tys. zł z klimatyzacją. Dziś niestety za podobne pieniądze można kupić najwyżej auto u dealera i to stojące dłuższy czas z jakimś przebiegiem. Ceny samochodów „do produkcji” są znacznie wyższe. Oto katalogowe minimalne ceny aut oferowanych przez Grupę PGD:

  • Kia Rio 1.2 MPI (84 KM) – 48 990 zł
  • Hyundai i20 1.2 MPI (75 KM) – 49 000 zł
  • Ford Fiesta 1.1 (75 KM) – 49 600 zł
  • Opel Corsa 1.2 (75 KM) – 49 990 zł
  • Nissan Micra 1.0 IG-T (100 KM) – 52 040 zł
  • Seat Ibiza 1.0 MPI (80 KM) – 53 900 zł
  • Suzuki Swift 1.2 DualJet (90 KM) – 55 900 zł

Nissan Micra jest tylko pozornie drogi. Jeśli weźmiemy pod uwagę cenę i moc silnika, to okazuje się nawet tani. Za 100-konne auto segmentu B obecnie trzeba z reguły zapłacić ok. 60 000 zł. Popatrzmy na Suzuki Swift, który jest w tym gronie najdroższy, ale tylko on ma system mikrohybrydowy w standardzie.

DSC00655

Po pierwsze silnik

I to jest jeden z powodów tego, dlaczego auta segmentu B są droższe. 100-konne silniki jeszcze kilka lat temu, a w wielu modelach również teraz, stanowią podstawowy napęd kompaktu. Dziś klienci często wybierają właśnie takie do napędu w segmencie B. To z kolei sprawia, że konstruktorzy muszą dostosować jego konstrukcję do lepszych osiągów, by samochód prowadził się pewnie przy wysokich prędkościach. Solidniejszy musi być układ jezdny i hamulcowy. Nawet jeśli podstawowym silnikiem jest sporo słabszy.

Po drugie bezpieczeństwo

A skoro jesteśmy już przy bezpieczeństwie czynnym – wszystko, co sprawia, że nie dochodzi do wypadku – to rozwińmy temat o bezpieczeństwo bierne, czyli wszystko, co zabezpiecza pasażerów przed skutkami wypadku. Auta segmentu B są obecnie znacznie bezpieczniejsze niż kilka lat temu. O wiele lepsze niż nawet ich poprzednie generacje. Sztywniejsze i lżejsze konstrukcje nadwozia dają porządną ochronę, a praktycznie każde auto jest wyposażone w poduszki czołowe, boczne oraz kurtynowe dla obu rzędów siedzeń w standardzie.

DSC01271

Co więcej, ze względu na przepisy, ale też i starania producentów o ochronę pasażerów, samochody coraz częściej już w standardzie mają systemy wspomagania jazdy. Przykładowo każda wersja Opla Corsy ma na pokładzie układ rozpoznawania znaków ograniczenia prędkości, system ostrzegania przed kolizją (również z pieszym) i automatycznego hamowania przy niskich prędkościach, system wykrywania zmęczenia kierowcy i system utrzymania na pasie ruchu. Nawet jeśli taki pakiet nie stanowi wyposażenia podstawowego, to samo to, że można je dokupić, sprawia, że auto staje się droższe, ponieważ musi być do tego przygotowane technicznie (np. odpowiedni układ kierowniczy).

Po drugie ekologia

Zwróćcie uwagę na to, że niemal każda mocniejsza odmiana samochodu segmentu B jest wyposażona w silnik z turbodoładowaniem, zwykle trzycylindrowy. Koszt przygotowania takiej jednostki do produkcji jest wysoki, a i cena silnika nie należy do niskich. Dodatkowo takie silniki mają także bardzo precyzyjny układ wtryskowy, wydajny układ chłodzenia, który dba o odpowiednią temperaturę również w zimnej fazie pracy, a coraz częściej również standardem jest układ oczyszczania spalin z cząstek sadzy. Ford w motorze EcoBoost stosuje z kolei system odłączania cylindra przy niskim obciążeniu, a niebawem poznamy, jak działa inteligentna manualna skrzynia biegów  w nowym Hyundaiu i20. Tak wysoko zaawansowane technicznie rozwiązania kosztują, więc i auta są coraz droższe.

Po trzecie wygoda

DSC0191

Czy zauważyliście, że samochody segmentu B już osiągnęły poziom wyposażenia bliski segmentowi C, a niektóre modele otrzymują elementy, które do niedawna były oferowane w klasie wyższej? Matrycowe reflektory diodowe to jeden z nich. Zauważcie, że systemy audio składają się nierzadko z 6-8 głośników i wzmacniacza. Ekrany centralne do obsługi multimediów były kilka lat temu rarytasem – dziś są w niektórych modelach standardem. I powtórzę – nawet jeśli nie są wyposażeniem podstawowym, lecz opcją, to samo to sprawia, że przygotowanie takiego auta do sprzedaży (homologacja) jest droższe.

Mniej, ale więcej?

Nierzadko spotykam się z opinią, że kosztujące 70 tys. zł, dobrze wyposażone auto segmentu B to zdecydowana przesada, bo za takie pieniądze można kupić samochód kompaktowy. Tymczasem prawda jest taka, że za taką kwotę kupić można kompakt z podstawowym silnikiem i wyposażeniem, a do tego w promocji. Rynek się zmienił i nie każdy już szuka oferty więcej (samochodu) za mniej (pieniędzy). Dziś coraz częściej stosowaną zasadą jest mniej samochodu, ale więcej wyposażenia.

To jak z rynkiem gastronomicznym. Coraz rzadziej odwiedzamy restauracje, w których za nieduże pieniądze można napchać brzuch przeciętnym jedzeniem. Wolimy takie, w których za mniejsze, ale znacznie smaczniejsze potrawy zapłacimy więcej.

Ładnie skonfigurowane auto segmentu B, które ma jeździć głównie po mieście, da więcej przyjemności niż bazowa wersja kompaktu. Lepsze osiągi i niższe zużycie paliwa, a do tego przyjemny dla oka wygląd i miłe do przebywania w nim wnętrze. To nie problem dla klientów, którzy nie potrzebują dużego bagażnika i nie wożą nikogo z tyłu. Wystarczy się przejechać np. Setem Ibizą FR, Fordem Fiestą ST Line czy Oplem Corsą GS Line, by zrozumieć, że tak naprawdę kompaktu nie potrzebujecie i że lepiej wydać więcej pieniędzy za mniejszy samochód.



Wróć