Jack Chalensouk, Mitsubishi Outlander, dobro 4x4

W czasach, które kojarzą nam się z izolacją, kwarantanną, dystansem, słowem – z problemami, historii jak opisana tu, nie brakuje. Na szczęście. Każda jednak ma wartość, bo przypomina nam, jak piękne jest pomaganie i jak dzięki niemu możemy stawać się lepsi. Na przełomie roku i po ostatnich wydarzeniach postanowiliśmy jedną z takich historii, związaną z Mitsubishi, przybliżyć.

Jack Chalensouk to potomek uchodźców, szanujący rodzinną tradycję i ducha Ameryki, który jechał całą noc Mitsubishi Outlanderem, aby nieść pomoc społeczności rdzennych Amerykanów. Jego historia zainteresowała w ubiegłym roku północnoamerykański oddział Mitsubishi.

Zdarzenie

Rodzina Jacka Chalensouka, jak miliony amerykańskich rodzin wcześniej, przybyła do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Jego rodzice zaszczepili dorastającym dzieciom m.in. głębokie poczucie obywatelskiej odpowiedzialności. Kiedy dowiedział się od siostry Kathryn o możliwości udzielenia pomocy społeczności rdzennych Amerykanów, która została szczególnie mocno dotknięta pandemią COVID-19, załadował swojego Outlandera niezbędnymi zapasami i ruszył w drogę. Jechał całą noc – z południowej Kalifornii, gdzie mieszka, do Las Vegas, gdzie mieszka jego siostra, aby dotrzeć razem z nią do odległego rezerwatu Indian Hopi w Arizonie w porze lunchu następnego dnia.

Historia

Rodzice pochodzą z Laosu. Kiedy wybuchła wojna w Wietnamie, uciekli do obozu dla uchodźców w Tajlandii, w którym urodziła się moja starsza siostra. Mój wujek był pierwszym, który przybył do Ameryki, by walczyć w armii. Dzięki temu był w stanie opłacić przyjazd mojej rodziny do Ameryki. Nasza rodzina żyła na żywnościowych zasiłkach. Dorastając w takim środowisku, gdy tylko widzisz innych ludzi w potrzebie, chcesz im pomóc.

Moja siostra Kathryn jest bardzo zaangażowaną wolontariuszką, działająca między innymi na rzecz plemiania Hopi. Społeczność Hopi i jej historia nie są powszechnie znane, podobnie jak historia Laotańczyków. Dlatego my pomagający im, jesteśmy jak niewidzialni ludzie, pomagający innym niewidzialnym ludziom. Gdy po raz pierwszy zdecydowałem się to zrobić, z prośbą o dary zwróciłem się do przyjaciół, rodziny i współpracowników. Chodziło o najbardziej podstawowe rzeczy, wodę, papierowe ręczniki, szczoteczki i pastę do zębów. Nikt się nie wahał. Zrozumiałem, że historia Hopi wiąże się nie tylko z moją rodziną.

Gdy tego dnia wyszedłem z pracy, pojechałem prosto do Vegas po moją siostrę i więcej zapasów. Spaliśmy tylko kilka godzin, następnie pokonaliśmy pozostałą drogę do Centrum Kultury Hopi w środku Rezerwatu. COVID-19 sprawił, że wiele osób poczuło się bezsilnych. Jednak możliwość wspierania i odwzajemniania się sprawiły, że poczuliśmy się szczególnie zmotywowani do robienia czegoś dobrego.

Spolegliwy, czyli taki, na którym można polegać

Przez sześć, czy siedem lat byłem listonoszem. W tej pracy najbardziej lubię rozmowy z ludźmi. Dla niektórych jestem jedyną osobą, którą widują i z którą mogą rozmawiać każdego dnia – zwłaszcza w czasie pandemii. Oni na mnie polegają, a ja nie mogę ich zawieść. Ważne jest dla mnie poznawanie ludzi na mojej drodze oraz ich historii. Wiem bowiem, jak ważne było, by moja rodzina była wysłuchana i została zauważona, kiedy przyjechaliśmy do Ameryki.

Dlaczego Mitsubishi 

W 2016 roku szukałem nowego samochodu i natknąłem się na Mitsubishi ASX. Zacząłem czytać o możliwościach Mitsubishi w terenie oraz jego historii w rajdach i wyścigach. Było to inspirujące. Tak inspirujące, że gdy już miałem ten samochód, zacząłem jeździć coraz dalej po południowej Kalifornii. Jeździłem nim na biwaki, wycieczki do Parku Narodowego Pinnacles i Wielkiego Kanionu. W ciągu dwóch lat pokonałem tym samochodem 113 000 km. Gdy zacząłem odbywać więcej wypraw, przewozić więcej sprzętu i poznałem większą liczbę przyjaciół, zdałem sobie sprawę, że potrzebuję nieco większego samochodu. Pokochałem solidność i niezawodność tej marki, w tym napęd na wszystkie koła Mitsubishi Super All-Wheel. W rezultacie zdecydowałem się także na Mitsubishi i kupiłem czerwonego Outlandera z 2018 roku, którego nazwałem Chili.

Uwielbiam być na szlakach z przyjaciółmi, a jeszcze bardziej lubię, gdy ich samochody grzęzną, a mój nie. Outlander naprawdę się wyróżnia. Ponadto uwielbiam to, że nie widzę innych Mitsubishi na światłach awaryjnych. Jak już powiedziałem, wśród entuzjastów Trzech Diamentów znalazłem też wielu przyjaciół, z niektórymi byłem na szlakach. Innych nigdy osobiście nie spotkałem, ale mam z nimi kontakt poprzez media społecznościowe. Łączy nas to samo zamiłowanie do przygód. 

Pięknie jest, gdy zamiłowanie do przygód łączy się z życzliwością i niesieniem pomocy drugiemu człowiekowi.

Na progu nowego roku życzymy, żebyśmy nigdy takiej pomocy nie potrzebowali, a sami doświadczali wielkiej radości z jej niesienia.

Poprzedni wpis Następny wpis